Wiedza o kulturze

Wiedza, którą każdy powinien posiadać

Życie codzienne w starożytnym Rzymie

Posted By admin on 8 marca 2011

W dawnych rzymskich do­mach najważniejszym miej­scem, ośrodkiem życia miesz­kańców, było atrium, czyli prostokątna sala o czterospadowym nachylonym ku wnętrzu dachu, wspierającym się na dwóch kolumnach, opatrzonym kwa­dratowym otworem, którym do środka dostawało się światło, powietrze i deszcz. Dlatego pod nim umieszczano basen na deszczówkę. Atrium otaczały sypialnie i pomieszczenia gospodarcze, każdy dom posiadał ogród. Podczas wypraw do miast helleńskich Rzymianie mieli okazję podzi­wiać tamtejsze domostwa, dużo okazal­sze i wygodniejsze od ich własnych, toteż szybko zapragnęli udoskonalić swoje sie­dziby. Na tyłach dawnego domu pojawił się dziedziniec, na wzór grecki zwany perystylem oraz nowe pokoje, znacznie bardziej luksusowe: jadalnie, sypialnie, biblioteka, do których przeniosło się życie domowników. Dawne sale wokół atrium przeznaczono na mieszkania niewolni­ków. Wnętrza bogato zdobiono, podłogi wykładano marmurem lub mozaiką, ścia­ny dekorowano marmurem, sztukaterią, freskami czy też ciężkimi, kosztownymi tkaninami, kasetony na suficie upiększa­no złotem i kością słoniową. Rzymianie używali mebli wykonanych z drewna, początkowo dębowych, potem w miarę wzrostu dobrobytu, wykonywanych z kosztownych gatunków sprowadzanych z daleka. Popularne były także przedmio­ty z brązu. Drewniane sprzęty oczywiście nie zachowały się, o ich wyglądzie można się czegoś dowiedzieć, oglądając malowi­dła z Pompei i Herkulanum. Komnaty oświetlano przy pomocy lampek oliw­nych. Poddani cezara używali rozmaitych skrzyń do przechowywania rzeczy, szaf z półkami, brązowych kandelabrów, trój­nogów, stolików. Zamożni ludzie chętnie budowali wille podmiejskie, które służyły im jako siedziby letnie. Były to luksuso­wo urządzone rezydencje, pełne malowni­czych zakątków, z licznymi fontannami, wodotryskami i innymi. Jedną z naj­piękniejszych jest willa cesarza Hadriana z pierwszej połowy II wieku – wspaniały kompleks parkowo-pałacowy, złożony z wielu budowli, gdzie cezar gromadził kopie dzieł sztuki starożytnej Grecji. Oczy­wiście tak żyli ludzie bogaci, biedacy musieli zadowolić się zupełnie innymi warunkami. Rzym w czasach cesarstwa liczył około miliona mieszkańców, tereny budowlane były drogie, a ich ilość ogra­niczona. Na potrzeby biedaków budo­wano wiele domów czynszowych. Były to kamienice wysokie, nawet sześciopiętrowe, o małych, ciemnych pokojach. Wznoszono je jak najtaniej: ściany były cienkie, fundamenty płytkie, a w oknach, zamiast szyb, drewniane żaluzje. Na pla­cu miało się zmieścić jak najwięcej budyn­ków, więc uliczki były bardzo wąskie, co sprzyjało rozprzestrzenianiu się pożarów, a domy konstruowano tak niedbale, że często dochodziło do katastrof budowla­nych. Stosunkowo najwygodniejsze były mieszkania na parterze – tam docierała kanalizacja, lokatorzy wyższych kondy­gnacji musieli chodzić po wodę do studni publicznych.

Zarówno kobiety, jak i mężczyźni ubie­rali się w tuniki, czyli proste, wełniane szaty z krótkimi rękawami, przepasane w tali. Damskie były długie do ziemi i nie­co węższe, męskie sięgały nieco za kolana. Nad paskiem mężczyźni wyciągali nieco tkaniny, aby tworzyło się zanadrze – kie­szeni wówczas nie znano. Na tunikę kobie­ty zarzucały stolę – fałdzistą szatę, wią­zaną wysoko nad stanem, która podczas cesarstwa stopniowo wychodziła z użycia, zastąpiona przez togę. Mężczyźni narzu­cali togę, tkaninę okrywającą całą postać, oprócz prawego ramienia. Bogatsi Rzymia­nie przeważnie nosili togi w kolorze bia­łym, ubodzy przywdziewali barwy ciem­niejsze. W domach chodzili w sandałach, natomiast na ulicę zakładali wysokie, sznu­rowane buty na grubej podeszwie. Wyjście z domu w sandałach było uważane za nie­takt, ale za grubiaństwo uznawano także wejście do cudzego domostwa w butach, dlatego za Rzymianinem idącym z wizytą podążał niewolnik z sandałami swego pana, aby ten mógł je włożyć przed rezydencją przyjaciela. Królowie, triumfatorzy i konsulowie ubierali buty z czerwonej skóry, a senatorowie z czarnej, ozdobione klamrą w kształcie półksiężyca.

Na terenie imperium rzymskiego dzieci uczęszczały do prywatnych szkół ele­mentarnych, które podawały najprostsze wiadomości, oraz do placówek o nieco wyższym poziomie. W odpowiednikach dzisiejszych podstawówek uczono pisa­nia, czytania i rachunków. Metody peda­gogiczne nie były najlepsze, nauka czyta­nia i pisania ciągnęła się przez kilka lat, a najczęściej spotykaną motywacją była groźba chłosty. Po ukończeniu tej szkoły bogatsza młodzież kontynuowała naukę w placówkach prowadzonych przez gra­matyków i retorów. Uczono tam czytania ze zrozumieniem utworów pisarzy grec­kich i rzymskich, objaśniano związane z tekstami problemy mitologiczne, geo­graficzne czy historyczne. Przygotowy­wano uczniów do wygłaszania mów, zarówno teoretycznie, jak i przy pomocy ćwiczeń.

Ojcowie mieli nad swymi rodzinami absolutną władzę. Małżeństwo służyło do przedłużania rodu, podnoszenia jego zna­czenia poprzez właściwe koligacje, zawar­cia czy umocnienia przyjaźni i było spra­wą poważną. Oczywiście o samodzielnym wyborze żony czy męża nie mogło być mowy. W czasie zaręczyn wymieniano pierścionki, podpisywano umowy mająt­kowe, przy czym ceremonia była ważna jedynie wtedy, gdy młodzi wyrażali na nią zgodę. Według prawa dziewczyna musiała przed zawarciem małżeństwa skończyć 12 lat, a chłopiec 14, ale zaręczano nawet bardzo małe dzieci. Młodziutkie narzeczo­ne, nawet siedmioletnie, przenosiły się do domu przyszłego męża i były traktowane jak żony. Wypłacany zięciowi posag nie był przeznaczony dla niego, lecz stanowił swoistą rekompensatę – do domu przy­bywała kobieta wraz z liczną służbą, koszty utrzymania musiały więc wzro­snąć. Sumy posagowe lokowano i młode małżeństwo korzystało tylko z procen­tów. Z czasem kobiety zyskiwały coraz więcej swobody, mogły dysponować swo­imi dobrami i nie były zależne od woli ojca, męża lub opiekuna. Gdy następował rozwód, żona odzyskiwała posag, istniała także możliwość sporządzenia osobnych testamentów, ponieważ małżonkowie nie dziedziczyli po sobie automatycznie. Roz­wody w okresie cesarstwa były tak częste, że współcześni uznali je za rodzaj plagi. Oczywiście, obyczaje te dotyczą arysto­kracji, życie biedaków czy wyzwoleńców było bardziej swobodne.

Dla Rzymian, tak jak dla Greków, jedną z ulubionych rozrywek były uczty, uroz­maicone występami tancerek i muzy­ków, recytatorów poezji. Biesiadowano na leżąco, na jednej sofie umieszczano trzech gości. Kobiety także mogły brać udział w takich spotkaniach. Najpierw, wedle zwyczaju, mogły siedzieć na tabo­retach, potem także przeniosły się na sofy. Rzymskie uczty w czasach cesarstwa cechował niesłychany przepych, menu stało się niezmiernie obfite i wyszukane, choć chyba niezupełnie odpowiadałoby dzisiejszym gustom. Przykładowo bar­dzo chwalony i dodawany do prawie wszystkiego był sos rybny, wytwarzany ze szprotek, anchois lub makreli miesza­nych z solą i w przykrytym garnku wystawianych na słońce na 2-3 miesią­ce. Trudno wyobrazić sobie zapach takiej potrawy, nie mówiąc ojej smaku. Nie wia­domo także, czy cenione przez ówczesnych danie Minerwy, sporządzone z wątroby szczupaka, móżdżka bażanta i pawia, języczków flamingów i ikry minoga, zna­lazłoby wielu amatorów.

Miejscem spotkań były termy, czyli zakłady kąpielowe, często bardzo luksu­sowe, ozdobione freskami, mozaikami, rzeźbami, zaopatrzone nie tylko w base­ny, ale także boiska, biblioteki, sale odczy­towe. Dbano tam nie tylko o higienę i piękno ciała, ale i ducha. Wiele zakładów posiadało wydzielone części dla kobiet, ale basen był wspólny dla obu płci. Cena kąpieli była tak niska, że stać było na nią nawet biedaków. Nigdy później nie powstały tak wspaniałe i powszechnie dostępne łaźnie.


Comments

Leave a Reply